Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.

Logo NInA
Krzysztof Kieślowski, fot. C. RFRijneke, mat. Fundacja In Situ
Powrót

Sokołowsko na Wałbrzyskiej | Hommage à Kieślowski

W dniach 9–11 września w Sokołowsku odbędzie się szósta edycja festiwalu Hommage à Kieślowski. Festiwal będzie miał swoją równoległą warszawską odsłonę w NInA. W programie cztery dokumenty, dwie fabuły i – dzięki bezpośredniej, kinowej transmisji – sześć spotkań z europejskimi twórcami filmowymi. Spotkania poprowadzą między innymi Mikołaj Jazdon, Rafał Koschany, Łukasz Maciejewski, Dorota Paciarelli i Petr Vlček.
Wprowadzenie
Program
Wystawa
Kontakt

Dzięki współpracy między Fundacją Sztuki Współczesnej In Situ i NInA widzowie w Warszawie będą mogli dzięki technologii streamingu uczestniczyć na żywo w pokazach filmów wyselekcjonowanych spośród europejskich produkcji fabularnych i dokumentalnych, a także w rozmowach z twórcami po projekcjach.

Wszystkie wydarzenia festiwalu łączy osoba, twórczość i spuścizna artystyczna oraz pedagogiczna Krzysztofa Kieślowskiego, który z przyczyn rodzinnych mieszkał w latach młodości w Sokołowsku. Jak sam wspominał w autobiografii:

,,
Mieszkaliśmy też, chyba trzy razy, w miejscowości, która się nazywa Sokołowsko, koło Jeleniej Góry, na Dolnym Śląsku, na Ziemiach Odzyskanych. Tę miejscowość z mojego dzieciństwa pamiętam najlepiej. Tam też było sanatorium, w którym leżał mój ojciec. Była to miejscowość uzdrowiskowo-wypoczynkowa, w której mieszkało około tysiąca osób – kuracjusze przebywający w  sanatoriach i ze dwieście osób obsługi z rodzinami. Tam była sala, w której odbywały się przedstawienia objazdowych teatrów i seanse kinowe. Była to przyzwoita sala w domu kultury, z dobrymi projektorami i dużym ekranem. Wyświetlali też filmy dla dzieci. Problem polegał na tym, że nie miałem – jak wielu moich kolegów – pieniędzy na kupno biletu. Rodzice nie byli w stanie nam ich dać. Czasem oczywiście tak, ale rzadko. Wchodziłem więc z kolegami na dach. Tam był rodzaj dużego wentylatora. Taki komin, który miał otwory po bokach. Przez te otwory świetnie się pluło na kinową publiczność. Robiliśmy to prawdopodobnie z zazdrości. Byliśmy wściekli, że oni mogli wejść do kina, a my nie. Oglądaliśmy zaledwie kawalątek ekranu. Moja pozycja była taka, że widziałem przeważnie dolny lewy bok – może z pół metra kwadratowego, może metr. Można było zobaczyć czasem nogę aktora, jeśli on stał, albo, jeśli leżał, rękę albo głowę. Słychać było co nieco, tyle że mogliśmy się troszeczkę zorientować w akcji. No i w ten sposób oglądaliśmy te filmy. Wyrzucali nas z tego dachu, na który było bardzo łatwo wejść.
,,

Kino, a raczej kinoteatr o nazwie Zdrowie istnieje do dziś i jest ostatnim już kinem wiejskim na Dolnym Śląsku, które – choć w ograniczonym stopniu - działa do dnia dzisiejszego. Nie wiemy jakie filmy oglądane w kinie Zdrowie lub podglądane z dachu kina, wpłynęły na estetyczną i narracyjną wrażliwość czy wybór zawodu Krzysztofa Kieślowskiego, ale spacerując po Sokołowsku i okolicach  nie można się oprzeć wrażeniu, że odosobnienie tego miejsca i ludzi w nim żyjących szukających pomocy na nieuleczalną wówczas gruźlicę, wpłynęły na  wrażliwość Kieślowskiego, wyostrzyły także zapewne jego zmysł obserwacji i wyczuliły przyszłego dokumentalistę na ludzkie życie, zamknięte między nadzieją, przemijaniem i  cierpieniem. Sokołowsko to niejako początek budzenia się wrażliwości estetycznej przyszłego reżysera, jego zainteresowania filmem.

Z kolei Warszawa to miejsce spełnienia się jego zawodowej drogi i miasto, które stanie się ważnym tłem wielu jego filmów, w tym „Dekalogu” i miejsce, do którego będzie nieustannie wracał w przerwach rozlicznych zajęć i zdjęć w Berlinie, Zurychu, Paryżu, Genewie czy Krakowie i Łodzi.

– Dorota Paciarelli