Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.

Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmian ustawień oznacza, że akceptują Państwo otrzymywanie tych plików. Wyłącz komunikat
Logo NInA
Projekt filmu „Dzień oczyszczenia”, mat. zbiory FINA
Powrót

Dzień oczyszczenia | Niezrealizowane filmy Wajdy

Istnieją w artystycznej biografii Andrzeja Wajdy takie niezrealizowane projekty, o których reżyser mówił po latach: „Bóg mnie strzegł, że tego nie zrobiłem”. I choć „Dzień oczyszczenia” ma wciągającą fabułę i ciekawe są okoliczności zabiegów o realizację tego scenariusza, wydaje się, że dziś dyskredytująca dla filmu byłaby zawarta w nim próba heroizacji partyzantki radzieckiej.

Dzień oczyszczenia funkcjonował także pod innymi tytułami: Kres czy Schronisko na Lisiej Górze. Pod tym ostatnim tytułem pisarz Jerzy Przeździecki złożył w Zespole „Kadr” w sierpniu 1958 roku dość krótką nowelę[1], której fabuła ogniskowała się wokół działalności stacjonujących na tym samym terenie Sądecczyzny wrogich sobie oddziałów: AK dowodzonego przez pułkownika „Dziadka” i oddziału radzieckiego pod dowództwem „Aloszy”. Akcja ograniczała się do dwóch dni u schyłku grudnia 1944 roku (obejmowała nawet Wigilię), gdy rejon miejscowości Nowa Biała został otoczony przez kolumny niemieckich czołgów i gdy oba oddziały zmuszone są zacząć ze sobą współdziałać, aby przetrwać.

Wajdę – jak sam wspominał – zainteresował tą nowelą Jerzy Andrzejewski[2]. Mniej więcej od listopada 1959 do maja 1960 roku[3] reżyser pisał z Jerzym Przeździeckim scenariusz zatytułowany już Dzień oczyszczenia. Wajda był jeszcze wówczas członkiem Zespołu „Kadr”, z którego wkrótce odejdzie wskutek konfliktu z jego kierownictwem. „Kadr” odstąpił bowiem scenariusz Krzyżaków Aleksandrowi Fordowi, choć wcześniej tekst przeznaczony był właśnie dla Wajdy.

Główny temat Dnia oczyszczenia wymagał ostrożności. Był to prawdopodobnie pierwszy projekt podejmujący tak szeroko temat braterstwa broni Polaków oraz Rosjan i niosący ze sobą ambicję odwzorowania sporej części politycznego dramatyzmu tamtej wojennej sytuacji. Co trzeba przyznać, w noweli Przeździeckiego, który sam walczył przecież w AK, nawet dziś uderza świetnie rozpisany na ciąg mikroscen tragizm sytuacji okrążonych i śledzonych, gdy każda decyzja partyzanckich dowódców może być już tą ostatnią. Niestety, wyraźny staje się również zamysł Przeździeckiego, posiadający już cechy manipulacji: pisarz nie cofnął się wprawdzie przed zasygnalizowaniem, że Rosjanie w 1939 roku mieli karabiny na sznurkach, że „gwałcili polskie niewinne dziewczęta i rabowali spokojne domy”, lecz jednocześnie jakby to unieważniał, sugerując, że Polacy też mają swoje na sumieniu, a niemożność porozumienia się między dwoma wrogimi oddziałami to przede wszystkim kwestia, która zamiast na argumentach rozumowych, którymi dysponują Rosjanie, opiera się na niepotrzebnych emocjach porywczych akowców. Pułkownik „Dziadek” nienawidzi Rosjan już od czasu wojny 1920 roku i jest w swojej nienawiści głupio zapiekły, a „Trzmiel”, żołnierz z jego oddziału, nienawidzi ich równie mocno za to, że jego żona – wielokrotnie przez niego zdradzana – pomogła jednemu z partyzantów „Aloszy” i prawdopodobnie się w nim zakochała.

Przeździecki nie mógł oczywiście napisać prawdy o tym, co mówiło się po wojnie o Katyniu, czy o tym, jak Rosjanie postąpili wobec akowców, którzy walczyli o Lwów i Wilno przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Lecz wiedza ta, choć była w PRL-u wiedzą nieoficjalną, nie była jednak wiedzą tajemną, dlatego manipulacja Przeździeckiego, odbierająca akowcom ich racje, od razu stawała się widoczna. Można sobie jednak spróbować wyobrazić, że dla filmowca, który w u schyłku lat 50. chciał mimo wszystko podjąć ten temat, kusząca stawała się nadzieja na poszerzenie obszaru dyskusji o działalności partyzantki radzieckiej, powiedzenia o niej najwięcej, ile się wówczas dało. Lecz ryzykiem było to, że mimowolnie można było osunąć się w stronę filmu propagandowego. Na razie jednak scenariusz, który Wajda i Przeździecki wspólnie napisali, dodawał przede wszystkim do fabuły wątek zrzutu alianckiego. Oddział „Dziadka” – któremu autorzy zmienili organizacyjną przynależność z AK na Bataliony Chłopskie – podczas próby przejęcia kontenera ze zrzutem, natykał się na Niemców i ponosił poważne straty[4].

O tym, jak różni filmowcy próbowali przepchnąć swój projekt przez sito Komisji Ocen Scenariuszy i jakie chwyty w tym celu stosowali, powstało już całkiem sporo opracowań. To, co zawsze było najistotniejsze, to przyjęcie przez twórców pewnej taktyki, która miała zapewnić przychylność decydentów, a której reżyser nie musiał się potem trzymać podczas zdjęć. Wydaje się, że Wajda i Przeździecki także przyjęli pewną taktykę w swoim scenariuszu, lecz popełnili błąd. Przedstawiając w czarnych barwach oddział polski, a idealizując oddział radziecki, posunęli się zbyt daleko i właśnie to wzbudziło opór Komisji, choć prawdopodobnie miało w założeniu uśpić jej czułość. W efekcie Jerzy Toeplitz, Aleksander Ścibor-Rylski czy nawet Tadeusz Konwicki, kierownik literacki „Kadru”, gdzie projekt był przecież rozwijany, mówili o nierównomiernym rozłożeniu racji. Ścibor dziwił się wręcz, że zupełnie zdyskredytowano tych, którzy nie zdecydowali się na współpracę z Rosjanami.

Przytoczę wypowiedź samego Wajdy, która jest prawdopodobnie jedynym jego komentarzem do tych uwag, który wypowiedział na bieżąco, gdy ważyły się losy Dnia oczyszczenia: „Największe zastrzeżenia budzi sprawa dwóch oddziałów, jednego ukazanego w czarnych barwach, drugiego w świetlistych. To są powody czysto techniczne, a wynika to tylko z potrzeb scenariusza. Łatwiej jest nam napisać coś o oddziale polskim niż radzieckim. Natomiast w realizacji to, co wygląda na papierze na cechy negatywne, na ekranie wyjdzie na cechy pozytywne, mianowicie na charakterystyczność postaci. (…) W rezultacie obawiam się, że widownia będzie z większą sympatią patrzeć na oddział polski niż radziecki, bo ten ostatni może wyjść trochę nudno. (…) Mieliśmy pomysł, żeby w tym filmie zagrali aktorzy nie tylko polscy, ale i radzieccy, wtedy mielibyśmy znakomitą możliwość porozumienia się z nimi, bo dodaliby oni elementy prawdy, umieściliby to, co dla nich jest charakterystyczne, szczególnie jeśli jeden z aktorów będzie z Moskwy, a drugi z Leningradu, a trzeci dajmy na to z Taszkientu. Nasz oddział będzie też bardzo zróżnicowany, jeżeli rolę jednego z partyzantów będzie grać Polański, a drugą dajmy na to Karewicz. To wszystko jest bardzo trudno napisać. Nie staraliśmy się tego oddziału radzieckiego bliżej charakteryzować, bo nie mamy takich możliwości. Ale jestem przekonany, że te czarne cechy naszego oddziału zostaną na ekranie wzięte za cechy pozytywne.  Nie chcielibyśmy, aby to był film, który symbolizuje stosunki polsko-radzieckie i nie można zrobić tego filmu, który by te stosunki symbolizował od początku do końca[5].

Większość oceniających rzeczywiście obawiała się uogólnień, które spowodują, że widz w konkretnym położeniu dwóch oddziałów dostrzeże próbę narzucenia mu oficjalnej narracji o wzajemnym stosunku Polski i ZSRR. Tadeusz Konwicki zauważył, że pewnych zaszłości nie da się rozładować, jeśli nie pozwoli się na dyskusję o sytuacji na Kresach w 1944 roku. I choć większość uczestników dyskusji była za skierowaniem scenariusza Dnia oczyszczenia po wprowadzeniu pewnych poprawek, wiceminister kultury Tadeusz Zaorski odrzucił projekt Wajdy i Przeździeckiego, argumentując, że „co byśmy nie zrobili w takim filmie, będzie grać emocjonalnie w sensie »wal Moskala« i to będzie najbardziej przemawiać do odbiorcy”[6].

W 1962 roku Przeździecki wydał jednak swój tekst – po odpowiednim jego rozbudowaniu – jako powieść pt. Kres. Wówczas Wajda podjął jeszcze jedną próbę realizacji tego tematu, zapraszając tym razem do współpracy Grigorija Czuchraja i Walentina Jeżowa, twórców słynnej Ballady o żołnierzu. Pod koniec roku powstała eksplikacja i nowy szkic fabuły Dnia oczyszczenia[7]. Film miał być koprodukcją polsko-radziecką. Tym razem rzecz rozgrywałaby się w czerwcu 1944 roku na Zamojszczyźnie. Rosyjscy scenarzyści wprowadzili dwóch nowych bohaterów głównych: Polaka, wiejskiego nauczyciela i Rosjanina, żołnierza niezawodowego, który był w niewoli niemieckiej, uciekł z obozu i ukrywa się teraz w lasach, szukając swoich. Delikatnie zasugerowano nawet, że Rosjanie, którzy w czasie wojny dali się wziąć do niewoli, nie mieli potem czego szukać w swojej ojczyźnie. Losy Polaka i Rosjanina zostałby wplecione w wydarzenia znane już z powieści Kres Przeździeckiego, a więc w działalność oddziałów „Dziadka” i „Aloszy”. Wiejski nauczyciel ginąłby z rąk Niemców. Finałem filmu miała być scena z jego matką: „Epilog wiele lat po wojnie. Ta sama wieś, którą widzieliśmy na początku naszej opowieści. Na cmentarzu matka bohatera klęczy na mogile syna przekonana, że to Rosjanie go zabili. Myśli tak, bo nikt nie powiedział jej prawdy”[8]. Tego rodzaju zakończenie miało z pewnością wzmocnić funkcję perswazyjną filmu: wrogość obu narodów wynika tylko z nieważnych zaszłości i błędnych przekonań.

 Projekt koprodukcji z Rosjanami nie doczekał się pełnej wersji scenariuszowej, choć posiadał już nawet zarys „organizacji przyszłego filmu” z uwzględnieniem wizyty Andrzeja Wajdy w Moskwie. W pewnym momencie strona rosyjska odrzuciła jednak projekt Dnia oczyszczenia[9]. Sam Wajda przyznał po latach, że właściwie nie miał pomysłu na ten film i próba zaangażowania Czuchraja i Jeżowa była de facto próbą ratowania projektu[10]. Dobrze jednak, że nie nakręcił tego filmu.

W 1969 roku Dzień oczyszczenia zrealizował ostatecznie Jerzy Passendorfer, w sposób, który lekceważył całą kontrowersję tematu i który uwypuklał wszystkie pułapki, jakie czyhały w tekście Przeździeckiego. W swoim Dzienniku stonowany zazwyczaj Jan Józef Szczepański pisał niezwykle zjadliwie: „Na pokazie wyjątkowo nikczemny film Passendorfera (»Dzień oczyszczenia«). Sprawy polsko-radzieckie w czasie wojny. Nieprawdopodobnie kłamliwy ton »szczerości« – że to niby »trudne problemy nas dzieliły« i okazuje się, że owe »trudne problemy« to np. fakt, iż pewnemu oficerowi bolszewicy zabili ojca... pod Kijowem (!). Na co zresztą, żeby nie było wątpliwości, »człowiek z ludu« ripostuje, że jemu Szwedzi zabili pradziadka pod Częstochową. Wywózki na Sybir, Łubianka, Katyń i rozbrajanie AK oczywiście nie wchodzą w rachubę – w ogóle nie istnieją. Istnieje tylko klasowa niechęć oficerów starej daty. Mądry, szlachetny major radziecki skontrastowany z histerycznym polskim watażką, a w tle serdeczny sojusz prostych żołnierzy. Niestrawność (podłość zgoła) tej usłużnej demagogii to nie kwestia nacjonalizmu. Po prostu kwestia kłamstwa – interesownego, celowego i służalczego”[11].  

– Piotr Śmiałowski

Bibliografia

[1]    J. Przeździecki, Schronisko na Lisiej Górze, nowela, teczka w zbiorach FINA, sygn. S-31861.

[2]    A. Wajda, Moje projekty filmowe, „Film na Świecie” 1986, nr 329-330, s. 110.

[3]    Okres pracy nad scenariuszem podaję za wypowiedzią Wajdy z obrad Komisji Ocen Scenariuszy: KOS z 24 maja 1960 r., zbiory FINA, sygn. A-214 poz 162.

[4]    Scenariusz Dzień Oczyszczenia autorstwa Wajdy i Przeździeckiego nie znajduje się w zbiorach FINA; informacje o tej wersji tekstu podaję za głosami dyskutantów Komisji Ocen Scenariuszy: KOS z 24 maja 1960 r., zbiory FINA, sygn. A-214 poz 162.

[5]    Ibidem.

[6]    Ibidem.

[7]    W. Jeżow i G. Czuchraj, Dzień oczyszczenia, projekt filmu, teczka zbiorach FINA, sygn. S-31861. Co ciekawe, najpierw jako współautor figurował w nagłówku także Andrzej Wajda, lecz ktoś przekreślił jego napisane na maszynie nazwisko i dopisał długopisem „przy współpracy Andrzeja Wajdy”. Maszynopis opatrzony jest także pieczątką Zespołu „Kadr”, więc najprawdopodobniej, gdyby doszło do realizacji filmu, Wajda wróciłby do Zespołu, z którego niedawno odszedł.

[8]    Ibidem

[9]    Por. T. Lubelski, Wajda, Wrocław 2006, s. 95-96.

[10]  A. Wajda, Rozmowa pierwsza (24 VIII 1970), rozm. S. Janicki,, „Film na Świecie” 1986, op. cit., s. 56-57.

[11]  J. J. Szczepański, Dziennik 1964-1972. Tom III, Kraków 2013, s. 561-562.

 

 

 

Zobacz również